Dzień pierwszy
Nasz podróż zaczęła się o godzinie 12:42 od wyruszenie w drogę pięknym elektrycznym zespołem trakcyjnym (w slungu MK kibello). W pociągu panował lekki ścisk, ale ogólnie bardzo milo. O dziwo nic nie piliśmy!! O 14:27 byliśmy w Lesznie, tylko 4 minuty były na przesiadkę, ale daliśmy rade. Polewałem z dziada, co się pytał dwa razy nas skąd jedzie pośpiech do Posen, a co mnie to kurwa obchodzi!! Mało czasu było i mięliśmy problem ze znalezieniem peronu, z którego odjeżdża pociąg do Boszkowa. Ostatecznie piękna SU 46 doprowadziła nas o godzinie 14:56 na miejsce. I od razy szok. Wszędzie pusto, ludzie nie widać!
Podsumowanie wieczora:
- 0.7 tequli,- 0.5 absolwenta,
- połowa 0.7 bolsa,
- zjedzonych zostało 6 cytryn oraz 10 kiełbasek,
- ja jeszcze wcześniej wyjebałem 3 lechy pils :)
Dzień drugi
Z rana wypiłem Lecha na klina i zjadłem dwie bułki z żółtym serem. Reszta też coś tam wpieprzała, ale nie pamięta co niestety. Około 12 poszliśmy coś popływać. I wtedy się zaczęło. Bosman nie dawał nam dużych szans na jeziorze, po tym jak zobaczył nasze wyjście z portu. Ja musiałem wskoczyć do wody i uratować sytuację. Ale za to jak ładnie przybiliśmy do brzegu, mistrzostwo świata! Później się lajtowaliśmy, żeby wieczorem mięć świeży umysł do picia.
Podsumowanie wieczora:
- dokończona 0.7 z dnia pierwszego,- kolejne 0.7 bolsa,
- zjedzonych zostało 4 cytryn oraz 15 kiełbasek,
- ja jeszcze wcześniej wyjebałem 2 lechy pils J
Dzień trzeci
Powrót do śmierdziela, czyli do Wrocławia.
Zwracam się z apelem o wpisywanie w komentarzach tych rymów co wymyslem, bo nie pamieta!!
3 komentarze:
to chyba szlagier calego wyjazdu:
moj jezyk swietnie zadowala
zrobie ci zajebistego orala
Juz mi to kiedyś ktoś wypominał a teraz moja kolej Zachar nie pisz tak narcystycznie tylko o sobie bo razem stobą były jeszcze 4 osoby...
captyn...
o kuba nie podpadaj to usune zle komentarze na temat miszcza!
Prześlij komentarz